Rozdział I -The swan song|2006-03-26 18:03:35

Proszę bardzo, rozdział pierwszy ^^ Tak, wiem nie jest to szczyt rzemiosła literackiego, ale przyjdzie mi żyć z tą straszną świadomością xD Człowiek w końcu uczy się przez całe życie. Kolejne notki będą ( a raczej mam taką nadzieję) coraz lepsze ;) To było tytułem wstępu. Zapraszam do lektury, mam nadzieję, że jakos dotrwacie XD.
_______________________________________

Powietrze pachnie malinami…

-Słucham?- Mały, może siedmioletni, chłopiec z kłosem trawy z zębach, otworzył leniwie jedno oko i spojrzał na siedzącą obok niego dziewczynkę.
- Nic, po prostu mówię do siebie- jego o kilka lat starsza rozmówczyni wyszczerzyła żeby w uśmiechu, splatając ręce pod głową i kładąc się w miękką trawę.
Łąka wzdymała się i opadała poddając się łagodnej pieszczocie wiatru. Powietrze było przesycone wonią polnych kwiatów. Nigdzie nie było żywego ducha, jeśli nie liczyć tej dwójki beztrosko przypatrującej się leniwej wędrówce chmur po błękicie, który zdawał się nie mieć końca.
- Asper*, czy myślisz, że wojna tu dotrze?- Dziewczyna podniosła się na łokciach i spojrzała na brata zaskoczona. Jednak ten dalej leżał z zamkniętymi oczami pozwalając, by promienie letniego słońca ogrzewały mu twarz. Jego siostra uśmiechnęła się uspokojona.
- Myślę, że nie musisz zaprzątać sobie tym głowy, braciszku- powiedziała po chwili, kierując swój wzrok ponownie w stronę spokojnego błękitu.- Jeszcze nie teraz- dodała w duchu, a przez jej twarz przemknął ledwo zauważalny cień.
Zachód słońca niósł ze sobą chłód wieczornego powietrza. Asper wstała z trawy i otrzepała ubranie. Założyła ręce na biodra i stanęła nad bratem.
- Wstawaj Fenrir**- mruknęła trącając go stopą. Chłopak wymamrotał parę niezrozumiałych słów i wykonał gest, jakby odpędzał wyjątkowo natrętną muchę. Jego siostra wzniosła oczy do nieba z ciężkim westchnieniem, po czym wzięła śpiącego na plecy. Malec uchylił jedną powiekę i uśmiechnął się wyraźnie z siebie zadowolony.
Po około pół godzinie dziewczyna przystanęła zdyszana. Do domu nie zostało wiele drogi, ale ciężar brata dawał jej się we znaki.
-Czemu się zatrzymaliśmy?- Fenrir o pół sekundy za późno zorientował się co zrobił, po chwili leżał już na ziemi.
-Tyyy mały symulancie…- mruknęła gniewnie Asper- niech ja cię dorwę…- mówiąc to zaczęła podwijać rękawy, co malec słusznie zrozumiał, jako realną groźbę dla bezpieczeństwa swoich pośladków. Szybko wstał z ziemi zachowując bezpieczną odległość od siostry.
-Złap mnie, jeśli potrafisz- Krzyknął wystawiając język i uciekając ile sił w nogach.
- Wracaj tu ty tchórzu!- Dziewczyna, nagle cudownym sposobem odzyskawszy utracone siły witalne, puściła się w pogoń z uciekinierem.
Gdyby ktoś ich teraz zobaczył, biegnących zielonym zboczem, na zmianę krzyczących i śmiejących się sami nie wiedząc z czego, pewnie uznałby ich, w najlepszym wypadku, za osoby dotknięte jakąś ciężką chorobą umysłową.
Po paru minutach szaleńczej gonitwy znaleźli się nieopodal pagórka, za którym znajdował się ich dom. Oboje chcieli już znaleźć się ciepłym i pachnącym ciastem domostwie, więc przyspieszyli kroku. Budowla poczęła się powoli wynurzać zza porośniętego trawą wzgórza. Nagle dziewczyna raptownie zahamowała.
-Co jest?- Krzyknął chłopak zawiedzionym tonem odwracając się w stronę siostry. Asper stała z rozchylonymi ustami, z niemym przerażeniem wpatrując się w widok, jaki ukazał się jej oczom. Fenrir automatycznie spojrzał w tę samą stronę. Gdy dotarło do niego to, co widzi, wydał z siebie krótki okrzyk przerażenia i odskoczył do tyłu.

***

Na miejscu tego, co kiedyś było ich domem stało tylko kilka drewnianych, tlących się jeszcze, ścian. W powietrzu, oprócz smrodu dymu i spalenizny, unosił się jeszcze jeden dziwny, słodkawy zapach- zapach krwi. Dziewczyna z niedowierzaniem patrzyła na pogorzelisko. Nagle zdała sobie z czegoś sprawę.
- Rodzice- Szepnęła prawie bezgłośnie i poczuła jak jej żołądek boleśnie się kurczy. Puściła się pędem po zboczu i wbiegła do zdewastowanego budynku. Tam i ich zobaczyła.
***

Na brudnej od krwi podłodze leżały dwa, zmasakrowane i zwęglone, ciała. Jedno z nich miało nienaturalnie powykręcane kończyny i twarz zastygłą w wyrazie niemego przerażenia, drugie truchło miało porozcinaną jamę brzuszną a jej zawartość leżała nieopodal ofiary. Asper cofnęła się, czuła, ze świat zaczyna wirować z ogromna szybkością. Oparła się ręką o ścianę i zwymiotowała. Łzy bezsilności płynęły po jej twarzy. Słońce ciekawie zaglądało w rozbite okna wypełniając wnętrze pomieszczenia ciepłym blaskiem, który nadawał całości dziwny, wręcz groteskowy charakter. Dziewczyna musiała mieć trochę czasu, by złapać oddech. Wtem z od strony podwórza dobiegł ją zduszony okrzyk.
-Fenrir- przemknęło jej przez myśl. Zerwała się z podłogi czując jak żołądek ,po raz kolejny tego dnia, podchodzi jej do gardła. Z impetem wpadła na plac przed domem.
Na podwórzu stało dwóch rosłych mężczyzn odzianych w czarne tuniki z narzuconymi nań płaszczami tego samego koloru. Jeden z nich, blondyn o przenikliwie zimnych, stalowoszarych oczach, trzymał brata dziewczyny za gardło, stopniowo ograniczając mu dostęp powietrza do płuc. Chłopak zastygł w bezruchu. Jego źrenice zmniejszyły się tak, że teraz przypominały wielkością dwa ziarnka pieprzu pośród nabiegłych krwią białek. Wtem trzymajacy go osobnik powoli, wręcz z namaszczeniem, wyciągnął zza pasa sztylet i począł zbliżać go do gardła Fenrira. Asper nie namyślała się długo.
- Zostaw go- krzyknęła i rzuciła się na mężczyznę z zaciśniętą pięścią. Nagle poczuła solidny żołnierski but na swoim brzuchu, odrzuciło ją a z ust trysnęła krew. Drugi cios padł na piszczel dziewczyny a towarzyszył mu chrzęst łamanych kości. Asper zrobiło się ciemno przed oczami. Głucho uderzyła o ziemię wzbijając tuman kurzu. Chciała się podnieść, ale rozrywający ból skutecznie jej to uniemożliwiał.
Drugi z oprawców stał kilkanaście metrów od swego towarzysza z wyciągniętą przed siebie dłonią, skierowaną w kierunku leżącej dziewczyny. Kilkakrotnie wykonał gest, jakby odpędzał od siebie jakiegoś owada, szepcząc przy tym niezrozumiałe wyrazy. Wtem zerwał się potężny wir powietrzny, który rzucił ranną o nadwęglone resztki tego, co było kiedyś jej domem. Drewno zatrzeszczało ostrzegawczo, widać było, że, pozbawione podparcia, lada moment runie. Asper czuła, że siły ją opuszczają. Nie znała napastników, ale wiedziała, że kimkolwiek oni byli, nie byli to zwykli ludzie.
- Wypuść go proszę…- zakrztusiła się krwią, która wciąż wlewała jej się do gardła. Otarła usta wierzchem dłoni i podniosła błagalny wzrok na oprawcę.
Mężczyzna zacmoka cicho.
- Oh ta siostrzana troska-mruknął- Wielki Mistrz nie przepada za ludźmi waszego pokroju, dlatego trzeba was eliminować- mówiąc to zacisnął mocniej dłoń na gardle chłopaka tak, że odcień skóry dziecka nabrał fioletowej barwy. Fenrir rozpaczliwie otwierał usta by dostarczyć płucom, choć odrobinę tlenu. Mężczyzna zwrócił się ponownie w kierunku Asper.- Takie karaluchy jak wasz ojciec chociażby. Nawet jak mu rozpruwałem brzuch nie chciał wyjawić miejsca twojego pobytu. Był wzruszająco głupi, ale to już nieistotne, bo przecież BYŁ nieprawdaż? - Oprawca uśmiechnął się z mściwą satysfakcją, po czym spojrzał z odrazą na trzymanego przez siebie, chłopaka, który mdlał już z braku tlenu.- Takich tchórzy jak ty powinni zabijać tuż po urodzeniu.- Mruknął, po czym rzucił dzieckiem z całej siły o kamienistą ziemię.
Dziewczyna krzyknęła, ale nie mogła nic zrobić, była jak sparaliżowana.
-Zabiję cię…- wychrypiała z trudem.
-Jeśli zdążysz-powiedział mężczyzna z ironicznym uśmiechem. Powtarzając ten sam gest, jaki przedtem wykonał jego towarzysz, skierował podniesioną dłoń w stronę swej ofiary, szykując się najwyraźniej do zadania jej ostatecznego ciosu.
Nagle bandyta krzyknął głośno i złapał się za udo. Obok niego stał Fenrir z trudem trzymając się na chwiejnych nogach. W jednej ręce miał zakrwawiony sztylet, drugą zaś trzymał się za uszkodzone przy upadku ramię. Ranny mężczyzna odwrócił się do niego z twarzą wykrzywioną grymasem bólu i wściekłości.
- Pożałujesz tego, ty nędzny psie…-warknął, po czym zawiesił głos jakby nagle coś do niego dotarło- Właściwie to,…czemu nie -szepnął uśmiechając się z satysfakcją- …pozwolę ci zatem odkryć twe prawdziwe oblicze.
Nim Asper zdołała się zorientować, co się dzieje, białe światło oślepiło ją. Jej uszu dobiegł tylko zdławiony krzyk Fenrira. Gdy odzyskała zdolność widzenia zobaczyła brata leżącego bez zmysłów na ziemi, jakieś kilkanaście metrów od miejsca, w którym znajdował się jeszcze przed chwilą. Jego siostra zamarła z przerażenia. Wyciągnęła rękę w stronę chłopaka jednak ta został zaraz zmiażdżona przez ciężki żołnierski but. Asper wpatrywała się w czarnowłosego mężczyznę z mieszaniną wściekłości i przerażenia, usiłując oswobodzić dłoń. Przed nią stał drugi z dziwnych przybyszów, ten sam, który wcześniej wymierzył dziewczynie dwa brutalne ciosy. Teraz uśmiechał się do niej z ironią. Powoli podniósł dłonie i złączył palce obu rąk w taki sposób, że utworzyły one figurę podobną do trójkąta. Jego usta poczęły wypowiadać pierwsze słowa zaklęcia. Chwilę później rozległ się ogłuszający huk, po którym nastała martwa cisza przerywana jedynie cichym szeptem wiatru błądzącym między kłosami zbóż. Świat znów udawał, że nic się nie stało.
____________________________________
*Asper- po łac. znaczy "trudy"
**Fenrir- (in. Fenris) - w mitologii skandynawskiej ogromny wilk, dlaczego akurat takie "psie" imię wybrałam, dowiecie się później ;)







 



The world seems
not the same,
Though I know
nothing has changed.
It's all my state of mind,
I can't leave it all behind.
I have to stand up
to be stronger.


I have to try
to break free
From the thoughts
in my mind.
Use the time that I have,
I can't say goodbye,
Have to make it right.
Have to find,
cause I know
in the end it's worthwhile,
That the pain that I feel
slowly fades away.
It will be alright.


I know, should realise
Time is precious,
it is worthwhile.
Despite how I feel inside,
Have to trust
it will be alright.
Have to stand up
to be stronger.


Oh, this night
is too long.
I have no strength
to go on.
No more pain,
I'm floating away.
Through the mist
I see the face
Of an angel,
who calls my name.
I remember
you're the reason
I have to stay.

Within Temptation "Pale"

Księga podróżnych

-spójrz- -zostań-


Rozdziały

Prolog
I- The Swan song

Zapomniane szlaki

Moja przystań
Klub Normalnych Inaczej Nienormalny- to brzmi dómnjie xD
Deviantart Skarbnica rysunków
Forum LG Miejsce miłośników fantasy i LOTR

Towarzysze podróży
Lothron "Io annan, mi calen taur"
Ashalteya Because everyone can be a hero

Inna ja
Mordor Team czyli Twórczość Niecodzienna przez duże "Tfu" xD
Egleriel Chwilowo zawieszone

Najbliżsi
A Legend from Remote Land... from the Land of Seylon
Dim Świat Zofi...
Gejda Po prostu Gejda
Amereth Song about Courage
Ermenel Zapomniana opowieść
Elchin Córka Gwiazd...
Alicja The White Wizard
Altharias Where winter is forever...
Almarea Gwiazda Wilków
Lairiel Beautiful dreams are just an illusion
Faelwen Lady of the Swords


Layout by: all by Asper
Only for ME
Copy: Forbidden